W piątkowej debacie skazany przez wielu na pożarcie Tusk wypunktował Kaczyńskiego, aż pierze latało. Runął mit niepokonanego prezia PiS i właśnie to może mieć największy wpływ na wynik wyborów.
Od samego początku miałem nadzieję, że Kaczor zostanie zdemaskowany jako człowiek "z matrixa", ukryty za pracownikami BOR, nieorientujący się w problemach zwykłych ludzi, bo skupiony na swojej życiowej obsesji - poszukiwaniach "Złotego Graala" PiS - mitycznego UKłADU.
Wielkim zaskoczeniem była natomiast dla mnie łatwość, z jaką Tusk wygrał debatę z (jeszcze) urzędującym premierem.
POdczas dzisiejszej rozmowy na GG, pewien talib PiS i fundamentalista PO, wytoczyli najcięższe działa swojej argumentacji. A było to tak...
17:10:56 PO w ostatnim tygodniu zdałem sobie sprawę, że układ faktycznie istnieje.... 17:11:37 PO ale zanim wyjaśnię Ci istotę układu, to muszę zadać 2 pytania 17:13:52 PO wyobraźmy sobie na chwilę, że jesteś pracownikiem kancelarii prawnej, a ja pracownikiem banku... 17:15:53 PiS tak 17:16:03 PiS .................. 17:15:20 PO i że możesz w pewnych widełkach zmieniać cenę porady prawnej zależnie od klienta, a ja mam kompetencje w pewnych ramach zmieniać warunki oprocentowania kredytów 17:16:54 PO gdybyś wiedział, że swobodnie mogę obniżyć Twoją ratę kredytu o 100 zł to jakbyś się czuł, gdybym zaproponował Ci najdroższy kredyt? 17:18:14 PiS chujowo 17:17:42 PO i jak sądzisz - jakbym się czuł, gdybyś analogicznie zaproponował mi najwyższą możliwą opłatę za poradę? 17:17:58 PO no właśnie 17:19:01 PiS tak samo 17:18:22 PO dałbym Ci najniższe zgodne z prawem i moimi uprawnieniami oprocentowanie 17:18:37 PO a Ty zjechałbyś maksymalnie z ceną porady 17:19:09 PO mimo tego, że obu nam zależy na zysku firm w których pracujemy 17:19:48 PO a teraz wyobraźmy sobie na chwilę, że nadal jesteśmy: Ty prawnikiem, ja bankowcem 17:21:37 PiS tak 17:21:46 PO gdyby którykolwiek z nas zarzucał drugiemu, że wszystko w życiu osiągnął dzięki wstawiennictwu, lizaniu tyłka, szczęściu i do niczego nie doszedł dzięki wytrwałości i umiejętnościom 17:23:18 PO czy wiedząc, że "obrabiam Ci dupę", że podważam Twoje umiejętności i zasady moralne, miałbyś skrupuły przy daniu mi maksymalnej kwoty porady? 17:23:30 PO i czy ja miałbym takie skrupuły? 17:24:46 PiS dobre pytania 17:24:34 PO mając ze sobą dobre relacje, w jakimś sensie tworzymy układ w naszej mikroskali 17:25:36 PiS gdybym każdemu klientowi stawiał najniższą stawkę za poradę, po 3 miesiącach trzeba byłoby zamknąć kancelarię 17:25:26 PO ludzie którzy się przyjaźnią, są skłonni porzucić partykularne interesy w imię przyjaźni 17:26:26 PiS może 17:27:00 PO a dając sobie atrakcyjne warunki, potem odbiją sobie to na innych Klientach - business is business 17:28:20 PiS ale my pracujemy w prywatnych firmach a nie robimy lody w państwowych spółkach 17:34:50 PO czy coś by zmieniło, gdybym pracując w państwowym PKO BP miał możliwość wybrania dla Ciebie dowolnego oprocentowania pomiędzy 4,9 i 6,3% i wybrałbym - zgodnie z prawem 4,9%? 17:36:28 PiS wiem do czego zmierzasz 17:36:12 PO zmierzam do tego, że z racji zawodu wiele czytam o ludziach sukcesu - w Polsce i na świecie 17:37:22 PiS ale nie da się to powrównać to milinowych,wręcz miliardowych przekrętów tych "szanowanych" naszych bizesmanów 17:36:29 PO o wybitnych naukowcach, politykach i biznesmenach 17:37:51 PiS i ja się z tym nie zgodzę 17:37:37 PO i masz rację - działania pozaprawne są absolutnie naganne 17:38:10 PO w każdym razie - kiedy czytam biografię wybitnych ludzi np. wodzów wielkich armii, to okazuje się, że mają jedną wspólną cechę 17:38:22 PO i nie jest to 'kradzież pierwszego miliona' 17:39:44 PiS nie 17:40:22 PiS ja nie kradnę, gdyż stawiam jasno sprawę taka stawka albo niech ani/Pan wybierze inną ofertę i tak robimy 17:40:49 PiS za usługę dobrze wykonaną cenimy się 17:41:48 PiS a jak ktos woli zapłacić komuś innemu, kto może wziąść mniej, ale zrobić gorzej od nas, to wybór tej osoby 17:41:10 PO macie renomę i możecie sobie na to pozwolić - z drugiej strony jeżeli masz widełki za poradę od 800 do 1000 zł i wiesz, że Klient może pójść do konkurencji, gdzie cena jest ustalona na sztywne 900 zł - to jaką stawkę proponujesz? 17:42:16 PO przy założeniu że cała kwota jest Twoim zyskiem? 17:43:45 PiS zależy od złożoności problemu. Uwierz mi nie oglądamy się na konkurencję. Mamy klientów, którzy właśnie przez tych specjalistów od porady za 100zł mają komornika nad karkiem (…) 19:43:47 PO pogadamy o układzie? 19:45:16 PiS wal 19:44:51 PO no to odnośnie układu "prawnik-bankowiec"... 19:50:25 PO zamieńmy na chwilkę bankowca na polityka a prawnika na oligarchę 19:52:14 PiS ok 19:51:48 PO polityk i oligarcha przyjaźnią się, grają w piłę, może nawet kibicują temu samemu włoskiemu klubowi 19:52:26 PO może pochodzą z tego samego miasta, zdarza się im razem pić wódkę albo wiśniówkę z wodą utlenioną 19:56:03 PO polityk przy jakiejś zakrapianej imprezie proponuje oligarsze zbudowanie autostrady; oligarcha zleca swojej korporacji ekspertyzy i okazuje się, że koszt budowy 1 kilometra autostrady to około 5 mln zł. Dzięki relacjom z kolegą politykiem wygrywa przetarg i proponuje stawkę 6 mln zł za 1 km - 1 mln zł do kieszeni dla siebie. 19:56:32 PO (no, może 700 tys dla siebie, 300 tys dla kolegi polityka) 19:56:50 PO zmienia się ekipa rządowa... 19:59:26 PiS I............ 19:58:19 PO budowy autostrad zostają wstrzymane, bo nagle okazuje się, że jedynymi podmiotami mającymi kapitał na budowę są polscy oligarchowie (źle) i odwieczni wrogowie Polski - Niemcy (jeszcze gorzej) albo komuniści (była PZPR, Rosjanie itp) 19:59:16 PO nagle okazuje się, że autostrady MUSZĄ być zbudowane, ale niestety nowy polityk zdążył opluć wszystkich wokoło i z nikim nie napił się wódki - ani z oligarchami, ani z Niemcami, ani z Rosjanami 19:59:36 PO tyle że autostrady MUSZĄ być szybko wybudowane 20:01:25 PiS to uważasz,że lepiej było wcześniej 20:01:55 PiS politykom nie należy wierzyć, ale dajmy PiS-owi szansę 20:02:11 PiS bo chcą coś zmienić 20:01:38 PO i dlatego z powodu braku bliższych, pozytywnych relacji z ludźmi biznesu (polskiego, niemieckiego, rosyjskiego, żydowskiego czy marsjańskiego - whatever...) w desperacji zapłacił 9 mln za 1 km autostrady - o 50% więcej, niż wcześniej bankowiec, o przepraszam, oligarcha, zgodził się wziąć za ten sam kilometr 20:03:05 PiS tego nie da się wykorzenić,ale przynajmniej wprowadzić jakieś standardy,a nie kumpelsko-biznesową oligarcię 20:03:41 PO jeżeli standardem jest to, że obaj zapłacimy z własnych kieszeni ileś MILIARDÓW więcej Kulczykowi, to ja wolę niższe stawki przy kumpelsko-biznesowej oligarchii.... 20:04:29 PO biznes od czasów kamienia łupanego to wymiana dóbr między ludźmi - i jeżeli Ci darzą się zaufaniem i sympatią, to z siebie nie zdzierają 20:07:58 PiS ale tych kumpli, jak piszesz, mało obchodzą mali ludzie, tacy jak my. PiS choć trochę stara się myśleć i o nas, np. otworzyli zawody prawnicze dla młodych 20:07:27 PO też słyszałem że otworzyli zawody prawnicze dla osób bez koneksji rodzinnych 20:08:57 PiS wcześniej, żeby dostać się na aplikację adwokacką lub notarialną trzeba było znać posła (…) lub być córką prof. (…) (…) 20:12:28 PiS ale przynajmniej się starają coś zrobić dla nas maluczkich 20:11:59 PO dobrymi chęciami pobrukowano już kilka miejsc 20:13:18 PiS idź teraz do szpitala i spróbuj dać łapówkę-nie ma szans. Wcześniej nawet otwarcie podawali stawki 20:12:40 PO ile razy byłeś ostatnio w szpitalu? 20:14:34 PiS i dlatego strajkują. Oczywiście zgadzam się, że lekarze, po ciężkich studiach, zarabiają śmieszne pieniądze (…) 20:18:08 PiS nie zgodzimy się jednak,ale cieszę się,że mogę się z Tobą posprzeczać,podyskutować 20:18:41 PiS szanuję Twoje poglądy i dużo masz racji 20:18:58 PiS ale mam nadzieję, że i ja mam jej trochę 20:17:50 PO wiem że politycznie stoimy po przeciwnych stronach barykady i też szanuję Twoje poglądy bo powstały ze szlachetnych pobudek 20:19:40 PiS z tamtej strony PO-owiec,z tej PiS-owiec 20:19:56 PiS razem POPiS 20:19:06 PO ja też wierzę w POPiS 20:20:45 PiS Ciężko będzie (…)
Trzeci i ostatni tydzień w Łodzi już za mną. Cholernie szybko to zleciało. A człowiek tak szybko przyzwyczaja się do dobrego - obfitych śniadań hotelowych, codziennie wymienianej pościeli i ręczników, wieczornego piwka z w gronie znajomych przy debacie Kwacha z Kaczorem :)
Mimo nawału pracy, wszystkich ćwiczeń, egzaminów i testów, rewelacyjnie się bawiłem. I nawet sama Łódź dała się ostatecznie oswoić i trochę polubić, zwłaszcza dzięki wizytom w klubie Łódź Kaliska (http://www.klub.lodzkaliska.pl/site.html) i w Manufakturze (http://www.manufaktura.com/PL/index.asp).
Podczas wyjazdów poznałem masę ciekawych ludzi - przede wszystkim uczestników szkolenia, ale i super trenerów - Iwonę i Michała.
PS. Dotrzymałem słowa. Na bieżni 6 km w czasie 29 min. 16 sek. :-)
W sierpniu Monika i ja wyjechaliśmy do Irlandii na długo oczekiwaną podróż poślubną. A ja wreszcie spotkałem się z ojcem, który od trzech lat pracuje i mieszka w Ulsterze.
Przez 2 tygodnie przemierzyliśmy wzdłuż i w szerz całą Irlandię Północną. Poznaliśmy jej największe atrakcje - słynną Giant's Causeway, Belfast, parki krajobrazowe, ruiny zamków. Spacerowaliśmy po skalistym wybrzeżu Atlantyku, a wieczorami odpoczywaliśmy w domu, rozmawiając i sącząc irlandzką whiskey.
Udało się nam też nakręcić parę filmów ze wspólnych wypraw.
Poza przepiękną przyrodą Zielonej Wyspy, urzekają też ludzie - weseli, otwarci i bardzo gościnni. Dopiero spacerując ulicami Ballymeny, Coleraine i Port Stewart, zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele na polskich ulicach jest zmęczonych, smutnych, czasem pełnych agresji twarzy.
Duże wrażenie wywarły na mnie irlandzkie drogi, praktycznie pozbawione skrzyżowań. Wszędzie ronda! Nawet w najmniejszych wioskach miejsca przecięcia się dróg na środku namalowane są okręgi i - co również w Polsce byłoby nie do pomyślenia - miejscowi kierowcy respektują te oznaczenia!
Poprzedni tydzień spędziłem w Łodzi na "przyuczeniu do zawodu".
Po godzinach ciężkiej orki udawało mi się znaleźć trochę sił na zwiedzanie miasta.
Jak wygląda Łódź?
Tynk na większości kamienic w mieście pamięta pewnie czasy małej stabilizacji za Gierka. Na mieście tramwaje jeżdżą, a raczej wloką się w korkach między samochodami samym środkiem ulicy, przez co jazda komunikacją miejską traci jakikolwiek sens. A spacer chodnikiem to slalom pomiędzy zaparkowanymi samochodami i psimi kupami.
Podczas pierwszego wyjazdu do Łodzi 2 tygodnie temu jeden z moich nowych kolegów został napadnięty w okolicach dworca Łódź Kaliska, co nie najlepiej świadczy o bezpieczeństwie w mieście, ale też o inteligencji miejscowych opryszków - kto napada faceta o masie ponad 90 kg i wzroście 190 cm? Ostatecznie skończyło się na tym, że kolega musiał tłumaczyć przed wezwanym przez kogoś patrolem policji, że był ofiarą, a nie napastnikiem.
Tym razem chcąc uniknąć co bardziej agresywnych tubylców, wspólnie ze znajomymi zamówiliśmy taksówkę. I tutaj kolejna niespodzianka - taksówkarz po przyjeździe na stację kolejową, opierdolił nas za ilość bagaży! A myślałem, że już mnie nic w Łodzi nie zaskoczy.
Na szczęście hotel w którym nas ulokowano okazał się być rewelacyjny. Wygodne pokoje z kablówką, smaczne śniadania, pub z super obsługą i piwem w rozsądnej cenie. A poza tym sauna i siłownia, gdzie wspólnie ze znajomymi wpadaliśmy każdego wieczora.
Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował swoich sił na bieżni - codziennie przebiegałem 6 kilometrów, dzięki czemu po powrocie do pokoju spałem jak dziecko. I w ciągu zaledwie tygodnia poprawiłem swój czas z ok.35 minut do 31:19.
Na początku lipca odwiedzili mnie Paweł i Rafał z Karoliną. Świetnie się razem bawiliśmy, zwiedzając 3miasto. Starczyło nawet czasu na małe rozgrywki piłkarskie, które zasłużenie wygrał Paweł.
Mecze "jeden na jednego" graliśmy do strzelenia określonej liczby bramek - w rundzie pierwszej do 3, w rewanżowej do 2.
Pierwszy mecz Paweł wygrał z Rafałem 3:0. Wynik nie oddaje do końca przebiegu gry - Rafał okazał się wymagającym rywalem. Zabłysnął też kilkoma bardzo ciekawymi sztuczkami technicznymi.
O zwycięstwie Pawła zdecydowały przede wszystkim większe wyrachowanie w wykorzystywaniu sytuacji podbramkowych oraz bezbłędna obrona.
W drugim meczu Rafał, podmęczony walką z Pawłem, zagrał ze mną. Ostatecznie udało mi się wygrać spotkanie 3:2, chociaż równie dobrze to Rafał mógłby się cieszyć ze zwycięstwa.
W trzecim spotkaniu Paweł i ja graliśmy przeciwko sobie. Doskonale znamy swoje silne i słabe strony, dlatego przez bardzo długi czas żaden z nas nie mógł strzelić gola. Ostatecznie udało mi się wygrać mecz 3:2 i po pierwszej rundzie byłem liderem.
W rundzie rewanżowej Paweł i ja ponownie wygraliśmy swoje mecze z Rafałem (Paweł - 2:0, ja - 2:1). Rafał sam przyznał, zdecydowanie lepiej czuje się w grze zespołowej na prawdziwym, dużym boisku piłkarskim.
Ostatni mecz, między Pawłem i mną, decydował o zwycięstwie w całym turnieju. Paweł dzięki meczom przeciwko Rafałowi miał zdecydowanie lepszy ode mnie bilans bramek (Rafał nie wbił mu ani jednego gola, a mi aż 3) i to ja musiałem wygrać mecz. Niestety poległem na całej linii. Paweł, który w pierwszym naszym meczu pudłował na potęgę, w rewanżu szybko oddał 2 strzały i... oba zamienił w gole.
W pierwszy dzień wakacji w Ciechanowie zebrała się moja klasa z ogólniaka. Wszystko dzięki Kiełkowi i Joli, którzy w lutym wpadli na pomysł spotkania i rozpuścili wici po reszcie klasy, którą porozrzucało po Polsce i świecie.
A samo spotkanie było fenomenalne. Pojawiło się na nim ponad 20 osób. I prawie wszyscy świetnie się bawiliśmy.
No, prawie wszyscy...
Jeden z imprezowiczów, jak na większości spotkań w ciągu ostatnich paru lat, szybko spił się niemiłosiernie i ozdobił część posadzki zjedzonym wcześniej jedzeniem. Jeszcze przed północą został zabrany przez żonę do domu.
Nie była to zresztą pierwsza impreza, którą biedaczysko zakończył w takich okolicznościach. Prawdę mówiąc, w ostatnich 5 latach niewiele spotkań przy ognisku czy grillu oraz zabaw sylwestrowych przetrwał do końca. Nic dziwnego, skoro jego obecność na spotkaniach z przyjaciółmi ogranicza się do chęci szybkiego i kompletnego upicia się.
Od kiedy wyprowadziłem się z mojego rodzinnego miasteczka, obaj spotykamy się coraz rzadziej, ale i tak mam wrażenie, że facet ma obecnie kłopoty i z alkoholem i ze sobą.
Szkoda że piszę to o kimś, kto jeszcze 5 lat temu był bliskim mi przyjacielem. Chciałoby się wrócić do czasów, kiedy całe dnie spędzaliśmy na grze w piłkę, a wieczory na długie rozmowy. Boli mnie, że on był w stanie odwiedzić mnie przez ostatnie 5 lat w Gdańsku tylko raz (i to na zaledwie parę godzin), podczas kiedy ja przyjeżdżałem do niego dziesiątki razy.
Smutne to, ale nie mogę oczekiwać od kogoś o tak kruchej psychice, słabej woli i licznych kompleksach, że będzie w stanie walczyć o przyjaźń mimo dzielącej nas odległości. Jedyne co pozostało, to masa fajnych wspomnień.
Po wyczerpującym tygodniu spędzonym w Łodzi na szkoleniu nie miałem ani siły, ani chęci na huczną imprezę urodzinową. Tym bardziej cieszę się, że sobotę spędziłem w towarzystwie Moniki i Agnieś, która wpadła na parę dni z Warszawy.
Co prawda trochę pomarudziłem, że brakuje mi hucznej imprezy w towarzystwie przyjaciół, ale sądzę, że będę mógł to nadrobić na moich... 30 urodzinach. Z trudem do mnie dochodzi, że za rok TRZYDZIECHA.....
Wieczór i kawał nocy spędziliśmy we trójkę, śpiewając karaoke i sącząc czerwone wino. Z tym ostatnim chyba trochę przesadziłem, bo jeszcze teraz (a jest niedzielny wieczór) odczuwam skutki imprezy. Albo po prostu się starzeję :-)
Z jednej strony urodziny to po prostu kolejny dzień, który przypomina nam o naszym przemijaniu. Z drugiej miło, kiedy wiele ważnych osób pamięta o rocznicy i składa życzenia. Brat, ojciec, teściowie, przyjaciele.
Dziś koniec lata. Noc zrównuje się w dniem, a ja obchodzę 29 urodziny i imieniny.
Za chwilę jesień (życia?)
Te wakacje miały być wyjątkowe. Moja żona w czerwcu skończyła studia i wyjechała na 4-tygodniowy kurs psychologiczny do Borów Tucholskich, gdzie poznała wielu wspaniałych ludzi.
Ja też specjalnie się nie nudziłem. Z końcem maja z mojego miejsca pracy odszedł mój szef - człowiek, którego podziwiam i cenię za profesjonalizm i wspaniałe podejście do ludzi.
Wkrótce okazało się, że mój nowy przełożony to kompletny idiota, mobber i moher :-) Nie minęły nawet 2 tygodnie, a wielu ludzi z firmy szybko podjęło decyzję o "ewakuacji". Mnie udała się ona najszybciej. Wkrótce znalazłem wspaniałą i bardzo ambitną pracę, do której od około miesiąca ostro się przygotowuję.
W czerwcu zainaugurowałem też sezon piłkarski. Po paru latach wspólnie z Pawłem G. wróciliśmy do wspólnego grania. I tak jak za dawnych czasów, roznieśliśmy rywali :-)
Nowy album Darrena Hayesa to prztyczek w nos dla bezdusznej machiny przemysłu muzycznego.
Parę lat po rozpadzie Savage Garden, Darren zerwał kontrakt płytowy ograniczający jego wolność artystyczną, przyznał się do homoseksualizmu, ożenił z wieloletnim partnerem. Już jako szczęśliwy i wolny człowiek, na własny koszt nagrał i wydał GENIALNĄ podwójną płytę z 25 świetnymi nagraniami, która mimo kompletnego braku promocji weszła do TOP20 w Wielkiej Brytanii - "This Delicate Thing We've Made".
Ciężko tę muzykę jakoś sklasyfikować. W sumie pasuje do niej etykietka "inteligentny pop", właśnie taki, jaki powinien nagrać Michael Jackson, jeśli kiedykolwiek myśli o powrocie na scenę.
Dla mnie Darren bardziej niż wokalistą, jest rewelacyjnym kompozytorem i malarzem dźwięków. Jego muzyka posiada niesamowity klimat. Mroczny... erotyczny... Dźwięki jego nowej płyty płyną podsuwają mi na myśl Depeche Mode i Jarre'a. Ale i fani Savage Garden i Roxette znajdą tutaj coś dla siebie.
Co najmniej 10 nagrań z płyty to utwory wybitne. Przy odpowiedniej promocji mogłyby stać się światowymi przebojami. Pewnie nimi nie zostaną, bo za płytą nie stoi przecież żadna wielka wytwórnia.
Mi do serca najbardziej zapadło nagranie "Maybe". Szkoda, że tak gorzko mi się kojarzy.. Wkrótce potem jak odkryłem płytę Darrena, dowiedziałem się o tragicznej śmierci wója mojej żony, Waldka.
Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, dlaczego ten pełen ciepła i dobroci człowiek odebrał sobie życie. Jeszcze parę dni przed jego śmiercią rozmawiałem z nim i nic nie wskazywało na to, że podejmie tak dramatyczną decyzję.
Od jego śmierci niedługo minie miesiąc. A ja, za każdym razem kiedy słyszę "Maybe" zastanawiam się, czy można było coś zrobić aby uratować życie Waldka.......
Maybe you're gone You had to get outta here It's easy to get lost in fear But maybe now the weight has lifted You're sailing through the air
Making your way A travelling acrobat You're putting on your bowler hat Speeding through the atmosphere Past planes and meteorites
Maybe you're gone Maybe you're lost somewhere Floating in outer space A radio wave tuning into some Secret place I've never been Leaving your heart beating in fragile hands And nobody understands Maybe you're gone Maybe you are finally coming home
Maybe the end was the beginning The game is no fun when you're winning The pool is empty unless you're swimming And trying to keep afloat
Maybe you stayed just a little while The party was over but you realised That memory makes you immortalised You end when you're beginning
Maybe you're gone Maybe you're lost somewhere Floating in outer space A radio wave tuning into some Secret place I've never been Leaving your heart beating in fragile hands And nobody understands Maybe you're gone Maybe you are finally coming home
All the lights shine above you They become a part of you All the earth seems so tiny in your hands
All the stars move inside you All the pain that's behind you All the secrets will blind you Understand?
środa, 12 września 2007
No i po wszystkim... Klasyczny "mecz walki" czyli dużo kopaniny, a mało gry. I wynik klasyczny dla "meczów walki".
0:0.
Takie 90 minut to idealna okazja do zabawy. Wreszcie udało mi się zakończyć obróbkę filmów z wyścigów.
Pierwszy - wyścig brata:
Drugi - tym razem ja:
Swoją drogą brat nieźle przygrzał jak na pierwszy raz. Na drugi raz (może w ten piątek?) będzie jeszcze ciekawiej.
Pewnie angina zeżarła moje szare komórki... Założyć BLOGA? Po jaką cholerę?
Chyba dlatego żeby za 5 lat ktoś się do niego dokopał i zszargał moją wątłą reputację.
Z drugiej strony może warto stworzyć swoje wirtualne "alter-ego", w którym można pisać o swoich obsesjach i szaleństwach?
Co ja bredzę. Chyba lepiej zrobię sobie herbatki z cytryną i założę papucie. Obsesje i szaleństwa? Większość osób wokół uważa mnie za obrzydlwie poukładanego faceta, dla którego szczytem szaleństwa jest wypicie dwóch piwek podczas transmisji meczu w telewizji.
W sumie nie wiem nawet, czy poza tym wpisem kiedykolwiek tu wrócę. Pewnie nie. A już na pewno nie będę pisał żadnego bloga tematycznego. Jeżeli w ogóle tu zajrzę, to raczej skrobnę coś o wszystkim.
Najprawdopodobniej o niczym ważnym.
Za chwilę rozpoczyna się mecz Finaldia-Polska. Chyba zaszaleję, włączę telewizor i otworzę piwko.