środa, 12 września 2007

No i po wszystkim... Klasyczny "mecz walki" czyli dużo kopaniny,
a mało gry. I wynik klasyczny dla "meczów walki".

0:0.

Takie 90 minut to idealna okazja do zabawy.
Wreszcie udało mi się zakończyć obróbkę filmów z wyścigów.

Pierwszy - wyścig brata:



Drugi - tym razem ja:



Swoją drogą brat nieźle przygrzał jak na pierwszy raz. Na drugi raz (może w ten piątek?) będzie jeszcze ciekawiej.

Groch z kapustą!

Pewnie angina zeżarła moje szare komórki... Założyć BLOGA? Po jaką cholerę?

Chyba dlatego żeby za 5 lat ktoś się do niego dokopał i zszargał moją wątłą reputację.

Z drugiej strony może warto stworzyć swoje wirtualne "alter-ego", w którym można pisać o swoich obsesjach i szaleństwach?

Co ja bredzę. Chyba lepiej zrobię sobie herbatki z cytryną i założę papucie.
Obsesje i szaleństwa? Większość osób wokół uważa mnie za obrzydlwie poukładanego faceta, dla którego szczytem szaleństwa jest wypicie dwóch piwek podczas transmisji meczu w telewizji.

W sumie nie wiem nawet, czy poza tym wpisem kiedykolwiek tu wrócę.
Pewnie nie. A już na pewno nie będę pisał żadnego bloga tematycznego.
Jeżeli w ogóle tu zajrzę, to raczej skrobnę coś o wszystkim.

Najprawdopodobniej o niczym ważnym.

Za chwilę rozpoczyna się mecz Finaldia-Polska. Chyba zaszaleję, włączę telewizor i otworzę piwko.