środa, 3 czerwca 2009

Rok 2008 w muzyce - subiektywnie

A już myślałem że mi bloga Wielki Brat wykasował :)

Rok 2008 stał pod znakiem WIELKIEGO KRYZYSU, z którego mozolnie w tym roku się wygrzebuję. Na szczęście w muzyce działo się wiele dobrego.


Moje ulubione płyty 2008 roku:

1. "Hard Candy" Madonna - po fenomenalnej "Confessions on the Dancefloor" w rytmie disco, nie mogłem na początku oswoić się z ociekającą timbalandowym hip-hopem "Hard Candy". Jednak im dłużej jej słuchałem (a słuchałem najczęściej w całym 2008 r.), tym bardziej się w tej płytce zakochiwałem.
2. "This Delicate Thing We've Made" Darren Hayes - powtórka z 2007 r. Znowu drugie miejsce wśród najczęściej katowanych przeze mnie płytek. To się nazywa mieć pecha :)
3. "Viva La Vida or Death to All His Friends" Coldplay - tak jak w przypadku "Hard Candy", dopiero po jakimś czasie polubiłem tę płytę. Dziś uznaję ją za nalepszą w dorobku Coldplay
4. "Playing the Angel" Depeche Mode - ciekawe ile jeszcze lat nie opędzę się od tej płyty. Mogę to śmiało powiedzieć - dla mnie nr1 w całej dyskografii Depeszy! W tym miejscu przepraszam wszystkich "endżojów" :D
5. "E=MC2" Mariah Carey. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że Mariah nagra świeżą i nieprzekombinowaną płytę pop, to bym go wyśmiał. Dla mnie najlepsze co zrobiła Mariah od czasów 1994 roku.
6. "Death Magnetic" Metallica. Po "St. Anger", największym gniocie jaki nagrali byli trashowcy, prawie postawiłem na nich kreskę. Na "DM" znalazłem jednak wszystko czego oczekiwałem od Metalliki - ciężkich riffów, mocnego głosu Jamesa, świetnych bębnów Larsa i SOLÓWEK Kirka. To nie prawda że Metallica skończyła się na "Kill'em All" :)
7. "Violator" Depeche Mode. Wcale się nie zdziwię, jeżeli znajdzie się również w moim TOP10 za rok... 2018. Ponadczasowa płyta.
8. "Metallica" Metallica - jak wyżej :)
9. "Good Girl Gone Bad" Rihanna. Co? Rihanna obok Metalliki!?! Pewnie dlatego że nie mogłem przez cały rok opędzić się od "Don't Stop The Music" i "Disturbia"
10. "Secret Voyage" Blackmore's Night - po ostatniej, średniej płycie, wspaniały powrót folk-rockowej ekipy Richiego Blackmore i jego blond-anioła.


Moje ulubione kawałki 2008 roku:

1. "4 Minutes" Madonna - kawał świetnego popu, fenomenalny teledysk, zdecydowanie największy hicior roku, mój ulubiony kawałek 2008 roku. Po "Hang Up" z 2005 roku i poprzedniej, fenomenalnej płytce ("Confessions...") zastanawiałem się, czym Królowa Pop może nas jeszcze zaskoczyć. I zaskoczyła współpracą z Timbalandem i Timberlakem. Strzał w dziesiątkę!
2. "Maybe" Darren Hayes" - kawałek z 2007 roku do którego najcześciej wracałem w 2008...
3. "Side Effects" Mariah Carey - dla mnie największe pozytywne zaskoczenie poprzedniego roku. Poza paroma kawałkami Mariah z początku lat 90-tych jej płyty nieodłącznie kojarzyły mi się z wykonaniem Hymnu przez niejaką Górniak :) A tu masz... niesamowity powiew świeżości, zero udziwnionych zabaw głosem - po prostu majstersztyk. Dodatkowo tekst "Side Effects" jakoś kojarzy mi się z moim życiem prywatnym.
4. "The Day That Never Comes" Metallica - kolejna wielka pozytywna niespodzianka, tym razem spod znaku "heavy". Kawał świetnej heavy-metalowej ballady z FENOMENALNYM antywojennym teledyskiem. Poziom prawie jak "One" z "...and Justice for All"
5. "The Unforgiven III" Metallica - część trzecia trylogii lepsza od "dwójki", a prawie tak dobra jak "jedynka"
6. "Lost" Coldplay - następcy U2 w wybornej formie. Dla mnie najlepszy kawałek na ich ostatniej płycie
7. "Violet Hill" Coldplay - pierwszy singiel z ostatniej płytki, chyba niesłusznie niedoceniony i bardzo w cieniu megahitu "Viva La Vida"
8. "Devil Wouldn't Recognize You" Madonna - jedna z najlepszych ballad w dorobku Madonny. Nie mieści mi się w głowie, że nie wydano jej na singlu. Byłby murowany hit.
9. "Cemeteries of London" Coldplay - trzeci kawałek Brytyjczyków w moim rocznym TOP10.
10. "Migrate" Mariah Carey - mocny hip-hop, bardziej w stylu Nelly Furtado niż Mariah. A głos Mariah - mocny i co najważniejsze bez udziwnień.