W sierpniu Monika i ja wyjechaliśmy do Irlandii na długo oczekiwaną podróż poślubną. A ja wreszcie spotkałem się z ojcem, który od trzech lat pracuje i mieszka w Ulsterze.
Przez 2 tygodnie przemierzyliśmy wzdłuż i w szerz całą Irlandię Północną. Poznaliśmy jej największe atrakcje - słynną Giant's Causeway, Belfast, parki krajobrazowe, ruiny zamków. Spacerowaliśmy po skalistym wybrzeżu Atlantyku, a wieczorami odpoczywaliśmy w domu, rozmawiając i sącząc irlandzką whiskey.
Udało się nam też nakręcić parę filmów ze wspólnych wypraw.
Poza przepiękną przyrodą Zielonej Wyspy, urzekają też ludzie - weseli, otwarci i bardzo gościnni. Dopiero spacerując ulicami Ballymeny, Coleraine i Port Stewart, zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele na polskich ulicach jest zmęczonych, smutnych, czasem pełnych agresji twarzy.
Duże wrażenie wywarły na mnie irlandzkie drogi, praktycznie pozbawione skrzyżowań. Wszędzie ronda! Nawet w najmniejszych wioskach miejsca przecięcia się dróg na środku namalowane są okręgi i - co również w Polsce byłoby nie do pomyślenia - miejscowi kierowcy respektują te oznaczenia!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Filmiki obejrzałam już dawno na YT. Są super. Nigdy nie przestanę mieć żalu do Pana B., że nie urodziłam się gdzieś dalej na północy Europy:((( Lub chociaż Polski...
OdpowiedzUsuń