Po czteroletniej przerwie Eminem zaplanował w tym roku wydanie dwóch niezależnych płyt. Pierwsza "Relapse" wyszła 3 tygodnie temu, druga pojawi się zimą.
"Relapse" znaczy tyle co recydywa. Nazwa świetnie pasuje do zawartości płyty, udanie nawiązującej do najlepszych dokonań Eminema, czyli wszystkiego poza "Encore", który - przynajmniej dla mnie - był dużym zawodem. Eminemowi bardzo dobrze zrobiła dłuższa przerwa. Płyta, w odróżnieniu od ostatniej, sprawia wrażenie świeżej, niewymuszonej i stworzonej nie tylko po to, by osiągnąć sukces komcercyjny.
Jak zawsze, Eminem zmaga się tutaj ze swoimi prywatnymi demonami. Wcześniej były to głównie problemy rodzinne (konflikt z matką i byłą żoną), tym razem skupia się bardziej na swoim uzależnieniu od narkotyków, przez które zniknął ze sceny na ostatnie parę lat.
1. "Dr. West (skit)" - klasyczne dla Eminema rozpoczęcie płyty, tzw. "skit" - tym razem jest to trwająca 1:30 rozmowa między Eminemem i jego lekarzem. Póki co najlepsze intro na płytkach Slima. 5/5
2. "3 A.M." - mocny kawałek z charakterystycznym dla E'ma agresywnym rapem. Mocny, ale robiący odrobinę mniejsze wrażenie niż wgniatające w ziemię "White America" sprzed 7 lat. 4/5
3. "My Mom" - brzmi czasem jak zwolniony o połowę kawałek "Business" z płyty "The Eminem Show" - mojej ulubionej płyty Marshalla "Eminema" Mathersa. Trzyma poziom pierwowzoru, zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Eminem nic nie stracił ze swojego sarkastycznego, i miejscami brutalnego poczucia humoru - 4/5
4. "Insane" - Eminem bijąc się w pierś zaczyna rapować "I was born with a dick in my head". Potem kontynuuje samobiczowanie typowym dla siebie ciętym językiem - 3/5
5. "Bagpipes From Baghdad" - z tekstu jasno wynika że swego czasu E'ma łączyło coś Mariah Carey. Nic dziwnego, Marysia swego czasu lubowała się w romansach z raperami - 3/5
6. "Hello" - typowy, chociaż na niezłym poziomie rap E'ma, nawiązujący stylem do pierwszych dwóch płyt rapera - 3/5
7. "Tonya (skit)" - kolejny świetny skit o ofierze psychopaty; słuchając go wracam myślami do genialnego "Stan" sprzed...9 lat! Kurcze, ale ten czas leci... - 5/5
8. "Same Song & Dance" - muzyczna kontynuacja skitu "Tonya". Niestety znacznie słabsza niż "Stan" - 3/5
9. "We Made You" - singiel promujący płytę, do którego powstał typowy dla E'ma prześmiewczy teledysk, w którym raper pastwi się nad innymi gwiazdami. Niestety chyba ta formuła, wykorzystywana przez Eminema również na poprzednich płytach (dostało się m.in. Michaelowi Jacksonowi w "Just Lose It" i Moby'emu w "Without Me"), mocno traci na oryginalności i świeżości - 3/5
10. "Medicine Ball" - na szczęście po kilku słabszych utworach Eminem wraca do formy. Mocny rap i świetny refren "I guess it's time for you to hate me again" - 5/5
11. "Paul (skit)" - kontynuacja pomysłu z poprzednich płyt - Paul nagrany na sekretarkę telefoniczną - 3/5
12. "Stay Wide Awake" - kojeny świetny kawałek, w którym Em rapuje w dość nietypowy dla siebie sposób. Muzyczne tło trochę podobne do "White America". Całość brzmi naprawdę mocno i niepokojąco. 5/5
13. "Old Time's Sake" - podobnie do "My Mom" nawiązuje beatem i stylem do "Business", z odrobinę gorszym niż poprzednik skutkiem - 3/5
14. "Must Be The Ganja" - jeden z tysiąca skomponowanych w ostatnich 100 latach hymnów o marihuanie. Ani lepszy, ani gorszy od wielu innych - 3/5
15. "Mr. Mathers (skit)" - kolejny przerywnik, tym razem opowiadający historię ekipy pogotowia ratunkowego reanimującej zaćpanego... Eminema - 3/5
16. "Deja Vu" - kontynuacja ostatniego skitu - 3/5
17. "Beautiful" - bardzo nietypowy kawałek, miejscami ocierający się o soul & R'n'B. Jako jeden z nielicznych wyprodukowanych na płycie nie przez Dr. Dre, ale przez samego rapera. - 3/5
18. "Crack A Bottle" - pierwszy kawałek z płyty, który poznaliśmy na singlu już w lutym. Poza gościnnym rapem megagwiazd - 50 Centa i Dr. Dre, nie wyróżnia sie niczym szczególnym. 3/5
19. "Steve Berman (skit)" - kontynuacja utarczek słownych wydawcy płyt Steva Bermana i rapera Eminema. 4/5
20. "Underground" - idealne potwierdzenie zdania "last but not least". Ostatni i najlepszy utwór na płycie. Zupełnie niespodziewana aranżacja z chórem, której nie sposób znaleźć na poprzednich płytach artysty. Poza tym bardzo mocny rap Eminema i świetny, refleksyjny tekst. - 5+/5
Na płycie można znaleźć też 2 bonusy, z których pierwszy - "My Darling" wart jest wspomnienia. W tym kawałku Eminem toczy walkę na słowa (i nie tylko) z Demonem. Brzmi świetnie! - 5/5
Drugi z bonusów ("Careful What You Wish For") jest na niższym poziomie, co nie znaczy że nie może się podobać.
Co prawda "Relapse" nie jest płytą tak wyrównaną jak np. "The Marshall Mathers LP" czy "The Eminem Show", to zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Zwłaszcza druga połowa płyty sprawia, że odliczam dni do wydania "Relapse II". Jeżeli tamta płyta odpali tak, jak ta zakończyła, to będzie warto czekać do zimy. - 5+/5
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie rozumiem, nie przekonuje mnie, denerwuje, nie lubię....
OdpowiedzUsuń